Zakup inwestycyjny lekiem na nierentowne lokaty bankowe?

Rada Polityki Pieniężnej w ostatnim czasie utrzymuje rekordowo niskie stopy procentowe (referencyjną na poziomie 1,50%)[1]. Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze zamrażanie środków na lokatach bankowych jest wyjątkowo nieopłacalne. Po drugie więcej osób poszukuje odpowiedniej alternatywy inwestycyjnej, która z jednej strony zagwarantuje sensowny zwrot, a z drugiej zapewni podobne do lokat bezpieczeństwo. Powoduje to, że część z nich decyduje się zainwestować swoje oszczędności w nieruchomości.

Dekadę temu referencyjna stopa procentowa oscylowała w granicach 5%[2]. Osobom, które decydowały się na zdeponowanie środków na lokacie bankowej, pozwalało to uzyskać korzystny zwrot z poczynionej inwestycji. Jednocześnie ryzyko utraty środków było ograniczone do minimum.  Wydawać by się mogło, że był to rozsądny zabieg stosowany przez osoby, które m.in. z powodu towarzyszącego ryzyka obawiały się inwestować np. w papiery wartościowe.

Od tego czasu jednak sytuacja uległa istotnej zmianie. Wojciech Boczoń, analityk Bankiera wskazuje, że biorąc pod uwagę wysokość stóp procentowych, osoby, które w styczniu 2016 roku zdecydowały się wpłacić 1000 złotych na bezpłatny ROR, rok później realnie były biedniejsze o 18 złotych. Wszystko za sprawą inflacji wynoszącej 1,8%[3]. Podaje to mocno w wątpliwość zasadność inwestowania w lokaty bankowe.

Sytuacja ta sprawiła, że co bardziej świadome osoby odeszły od tego rozwiązania i postanowiły poszukać bardziej efektywnych sposobów na ulokowanie zaoszczędzonego kapitału. Zamiast swoje pieniądze „pomnażać” w oparciu o mało rentowne lokaty, na zyski z którego dodatkowo nałożony jest 19% „podatek Belki”, postanowiły zainwestować je m.in. w nieruchomości. Zakup mieszkania pod inwestycje daje w tej chwili nawet ok. 6-8% realnego zwrotu z inwestycji w skali roku (po odliczeniu wszystkich kosztów wynajmującego), a więc porównywalny z tym z lokaty sprzed 10 lat.

Ponadto, oszczędności zainwestowane w mieszkanie są częściowo zabezpieczone przed skutkami inflacji. Wartość zakupionego lokum nie spada w zawrotnym tempie, a inwestycja w „dobry adres” może wręcz skutkować jej wzrostem. Nieruchomości w tej chwili są również bardziej odporne na wahania rynkowe co podnosi bezpieczeństwo tego typu inwestycji.

Część osób jednak nie posiada na tyle dużo oszczędności aby za gotówkę kupić mieszkanie. Czy istnieje więc jakieś rozwiązanie, które umożliwia mniej zamożnym inwestorom lokowanie kapitału w nieruchomości? Odpowiedzią na to pytanie mogą być tzw. REIT-y.

Real Estate Investment Trust (w skrócie REIT) to rodzaj funduszu inwestycyjnego, który pozyskane od inwestorów środki lokuje w nieruchomości. Rozwiązanie to skierowane jest głównie do osób, które umiejętnie dywersyfikują swój portfel inwestycyjny oraz do tych, które nie mogą sobie pozwolić na pokrycie pełnej kwoty zakupu mieszkania właśnie. Co prawda w Polsce nadal ustalane są szczegóły rządowego projektu ustawy o tzw. „wehikułach nieruchomościowych”, jednak jest to niewątpliwa szansa na czerpanie zysków z wynajmu lokali nawet niewielkim kosztem.

W dobie niskich stóp procentowych inwestowanie w nieruchomości coraz śmielej przełamuje dominację lokat bankowych na polu bezpiecznych inwestycji, które gwarantują jednocześnie uczciwy zysk. Umiejętny wybór lokum pozwala uzyskać wysoki roczny zwrot. Co więcej, inwestowanie w nieruchomości możliwe jest już z niewielką kwotą pieniędzy dzięki REIT-om. Hossa na rynku nieruchomości trwa, a jak mawiał klasyk „żelazo należy kuć, póki gorące”.

 

[1] Źródło: http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/dzienne/stopy.htm [NBP]

[2] Źródło: http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/dzienne/stopy_archiwum.htm [NBP]

[3] Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Klienci-stracili-na-lokatach-Depozyty-ponizej-2-2-proc-przyniosly-strate-7499023.html [Bankier]

Mieszkania coraz bardziej smart

Rozwój technologii ma coraz większy wpływ na nasze życie, a takie urządzenia jak smartfon, tablet czy laptop nie służą już tylko do nauki, zabawy lub pracy. Dynamiczny rozwój technologiczny sprawił, że obecnie za ich pomocą można również m.in. sterować oświetleniem w mieszkaniu, uruchomić lub wyłączyć sprzęt gospodarstwa domowego oraz zamknąć okna. Technologia ta zwana „smart home”, to coraz popularniejsze rozwiązanie w naszych mieszkaniach.

System smart home, znany również jako inteligentny dom odpowiada za bezpieczeństwo i komfort życia mieszkańców. Za pomocą smart home można sterować alarmami antywłamaniowymi, regulować temperaturę w pomieszczeniach czy dostawę energii elektrycznej. Ponadto rozwiązanie to pozwala sterować roletami, żaluzjami czy bramą. A to i tak tylko część możliwości tego typu systemów.

Wybór odpowiedniego systemu zależy od potrzeb mieszkańców. Można zdecydować się na wersję podstawową, która pozwala na sterowanie światłem – zmianę natężenia, koloru, a także włączaniem i wyłączaniem światła. Oczywiście funkcje te można zastosować tylko w wybranym pomieszczeniu albo w całym mieszkaniu. Podstawą jest wybór odpowiednich żarówek i systemu sterowania.

W bardziej zaawansowanych opcjach oprócz oświetlenia można zdecydować się na system odsłaniania i zasłaniania rolet czy żaluzji, system otwierania bramy oraz drzwi, a także kontrolowanie klimatyzacji lub ogrzewania. Dodatkową opcją może być możliwość sterowania urządzeniami, a także ich zdalne wyłączenie np. w sytuacji, gdy po wyjściu z domu przypomnimy sobie o pozostawionym, włączonym do kontaktu żelazku.

Zastosowanie rozwiązań smart to nie tylko bezpieczeństwo, ale także oszczędność. Według danych producentów tego typu rozwiązań, pozwalają zaoszczędzić na zużyciu wody czy energii, a są to oszczędności rzędu nawet 30%. System wyłączy światło, jeśli nikogo nie będzie w mieszkaniu, zmniejszy temperaturę czy zamknie okno, aby nie wychładzać pomieszczenia.

Systemy inteligentnego domu zyskują na popularności, a w przypadku inwestycji o podwyższonym standardzie są już nieodłącznym elementem. Niewykluczone, że w najbliższych latach staną się podstawowym rozwiązaniem w przypadku większości inwestycji. A wtedy kontrolę nad całym mieszkaniem będziemy mieć w kieszeni.

Rynek pierwotny czy wtórny, czyli na co zwrócić uwagę przy kupnie mieszkania?

Zakup mieszkania to zazwyczaj inwestycja długoterminowa – wymagająca nie tylko czasu i nakładu finansowego, ale także sporej wiedzy o możliwościach, jakie oferuje nam rynek nieruchomości. Wśród ogromnej liczby propozycji najwięcej wątpliwości budzi pytanie: historyczna kamienica czy nowoczesne budownictwo da nam większy zwrot?


Niepodważalną zaletą lokalu z rynku pierwotnego jest to, że jest on zupełnie nowe, a co za tym idzie spełnia dzisiejsze standardy. Nowoczesność objawia się nie tylko w konstrukcji i wyposażeniu budynku. Przekłada się również na rozwiązania zastosowane na całym osiedlu, które mają na celu ułatwienie życia jego mieszkańcom.
Rynku wtórnego z kolei bronią między innymi ponadczasowe kamienice. Niepodważalną zaletą tego typu budynków jest ich nieodparty urok i klimat. Bardzo często dużym atutem kamienic jest ich lokalizacja, zazwyczaj w samym sercu miasta.
Zatem powstaje pytanie – komfort nowego mieszkania czy urok starej kamienicy? Nim podejmiemy decyzję o kupnie własnego M, warto zauważyć zalety i wady obu propozycji oraz poznać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań.

 

Jesteś gotowy na remont mieszkania?
Z racji swojego wieku, stan techniczny lokali z rynku wtórnego często pozostawia wiele do życzenia. Nierzadko oprócz standardowych prac decydując się na zakup używanego mieszkania, kupujący będzie zmuszony do wymiany całej instalacji, zarówno gazowej, jak i elektrycznej oraz podłączanie pionu kanalizacyjnego. Problem może pojawić się również w momencie wymiany okien. Z racji tego, że część budynków wpisuje się w historyczny krajobraz miasta, w wielu przypadkach konieczne będzie uzyskanie zgody konserwatora zabytków.

 

Masz samochód albo rower? Wózek dziecięcy?
Problem z parkingiem prawdopodobnie będą miały osoby, które zdecydują się na mieszkanie w kamienicy. Z racji ich usytuowania – często przy ruchliwych i wąskich uliczkach w centrum miasta – nie ma wyznaczonych miejsc parkingowych dla danej posesji, a ich mieszkańcy najczęściej muszą korzystać z miejsc w obrębie tzw. strefy płatnego parkowania. Dla większego komfortu osób zmotoryzowanych nowe inwestycje coraz częściej oferują podziemne hale garażowe.
Również brak windy może okazać się problemem nie do przeskoczenia, szczególnie dla osób niepełnosprawnych lub rodzin z małymi dziećmi. W tym przypadku możemy wybrać jedną z dwóch alternatyw: zakup mieszkania na parterze w kamienicy lub zdecydować się na mieszkanie w nowym bloku, standardowo wyposażonym w windę.
Dodatkowo – z myślą o pasjonatach jednośladów nowe budynki coraz częściej oferują tzw. rowerownie – specjalne miejsca do przechowywania rowerów, usytuowane na parterze, dostępne tylko dla mieszkańców.

 
Liczysz na ciepłe mieszkanie?
Spore zalety mieszkania w kamienicy dostrzeżemy przede wszystkim latem, kiedy to grube ściany budynku zapewnią przyjemny chłód w upalne dni. Niestety zimą pojawia się druga strona medalu, a co za tym idzie, właściciele i najemcy mieszkań w kamienicach muszą liczyć się z wyższymi rachunkami w sezonie grzewczym. Powody są dwa. Po pierwsze wysokość mieszkania. Cechą charakterystyczną mieszkań w kamienicy są wysokie sufity, co wiąże się z większą przestrzenią do ogrzania. Po drugie, bardzo często stare budynki nie są podłączone do miejskiego ogrzewania, co zmusza właściciela do dodatkowej inwestycji w instalację grzewczą. Dla porównania większość nowych budynków jest podłączona do miejskiej sieci ciepłowniczej.

 
Lubisz zieleń i spokojną okolicę?
Skwer, ogródek czy plac zabaw to kluczowe argumenty przy wyborze mieszkania, na które zwrócą uwagę rodziny z dziećmi. W wąskich uliczkach, blisko centrum miasta raczej nie spotkamy placu zabaw czy też zielonej alei drzew. Z kolei przestrzeń wokół nowych inwestycji jest w pełni zagospodarowana, znajdują się tam nowe nasadzenia zieleni, dziedziniec, patio czy też bogato rozbudowane place rekreacyjne – a wszystko wyłącznie dla mieszkańców. Warto zaznaczyć, że nowe osiedla są też zwykle chronione, co gwarantuje bezpieczeństwo mieszkańcom i ogranicza dostęp osób postronnych.
Przy podejmowaniu decyzji zakupowej warto również wiedzieć, że ceny mieszkań na rynku pierwotnym są stabilne. A z czasem, gdy pomyślimy o odsprzedaży, wartość mieszkania będzie wyższa. Jednocześnie pamiętajmy, że zakup mieszkania z rynku wtórnego to dopiero pierwszy etap wydatków, które mogą wzrosnąć, jeśli zdecydujemy się na remont mieszkania czy wymianę instalacji.

Ukryte ogrody, czyli krótka historia Długich Ogrodów w Gdańsku

Długie Ogrody to wschodnia część dzielnicy Śródmieście w Gdańsku, granicząca z Nową Motławą. Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają tutaj nowe inwestycje, które szybko zmieniają oblicze okolicy. Potencjalnych inwestorów przyciąga położenie w pobliżu centrum miasta i sąsiedztwo wielu atrakcji turystycznych. Niewiele osób wie jednak, że ten zakątek miasta może pochwalić się mało znaną, choć barwną – sięgającą późnego średniowiecza – historią, a obecny rozwój skutecznie prowadzi do przywrócenia mu dawnego blasku.


W połowie XIV wieku tereny te stanowiły wiejskie przedmieścia Gdańska. Okoliczna ludność trudniła się głównie rolnictwem, którego owoce sprzedawała mieszkańcom średniowiecznej metropolii. Początkowo miejsce to nazywano „ogrodami za wyspą” (nawiązując do Wyspy Spichrzów), a nazwa „Długie Ogrody” pojawiła się dopiero w połowie XVI wieku. Nawiązywała do kształtu parceli – wzdłuż głównej drogi stały ciasno ustawione domy, za którymi ciągnęły się wąskie i długie ogrody.
Prawdziwą rewolucję osada przeszła w XVII wieku. Włodarze gdańscy, przewidując przyszłe walki zbrojne, postanowili przygotować Gdańsk do obrony. Cornelius van der Bosch, niderlandzki fortyfikator, zbudował nowe umocnienia, które miały przecinać również przedmieścia Gdańska. W skutek tej decyzji. część osady znalazła się wewnątrz ufortyfikowanego Gdańska, reszta została odcięta i stała się Knipawą.
Tym samym powstała nowa dzielnica XVII-wiecznego Gdańska – Długie Ogrody – od zachodu ograniczone Nową Motławą, a od wschodu fortyfikacjami z Bramą Żuławską (zwaną również Bramą Knipawską). Pomimo przyłączenia do Gdańska dzielnica nie zatraciła swojego pierwotnego uroku i struktury wsi ulicówki – z wąskimi, długimi ogrodami umiejscowionymi za domostwami. Co więcej, stała się jedną z najbardziej bezpiecznych lokalizacji Gdańska, a to sprawiło, że wzrósł popyt na okoliczne parcele. W drugiej połowie XVIII wieku wzniesiono tu pierwszy w Gdańsku kompleks pałacowy – nieistniejący już dziś Pałac Mniszchów (rozebrany w 1906 roku).
Kres świetności Długich Ogrodów nastał wraz z nadejściem II wojny światowej. Ponieważ przebiegała tędy trasa ewakuacji niemieckich oddziałów, domy zostały ostrzelane przez radziecką artylerię. Niestety, większość zabudowań uległa kompletnemu zniszczeniu.

 

Po wojnie część Długich Ogrodów została przeznaczona pod „nowoczesną” zabudowę w stylu socrealistycznym. Powstały tu wysokie betonowe bloki, wśród których próżno było szukać nawiązania do architektonicznej tradycji okolicy. Północna część dzielnicy w małej części przetrwała między Bramą Żuławską a kościołem św. Barbary. Jednak ogrody z tego miejsca zupełnie zniknęły, a pamięć o nich stopniowo zaczęła się zacierać. Nawet główna ulica po wojnie straciła swą pierwotną nazwę i przez prawie pół wieku nosiła nazwę ulicy Elbląskiej. Dopiero przemiany ustrojowe w Polsce umożliwiły przywrócenie historycznej nazwy.


Wspomniany późnogotycki kościół św. Barbary jest jedną z największych atrakcji turystycznych w okolicy. Początkowo pełnił rolę szpitala dla zakaźnie chorych z kaplicą. Po podniesieniu jej do rangi kościoła parafialnego (1456) funkcjonowała przy nim szkoła wraz z przytułkiem. W 1499 roku kompleks prawie doszczętnie spłonął, jednak na początku XVI wieku ukończono odbudowę świątyni. W ciągu następnych wieków miejsce to było wielokrotnie niszczone przez pożogi oraz w wyniku licznych działań wojennych. Ostatecznie w roku 1956 nastąpiła odbudowa kościoła w kształcie, który możemy podziwiać do dziś.
Miejsc podobnych do gdańskich Długich Ogrodów, z równie bogatą historią, można odnaleźć na mapie Polski wiele. Jednak duża część z nich jest dziś zapomniana, a szkoda. Gdańsk to chlubny przykład przemyślanego projektu rewitalizacji, który skutecznie przywraca urok miejscu o bogatej historii i tradycji. Za jakiś czas nowe inwestycje powinny w pełni przywrócić dawny blask temu wyjątkowemu miejscu na Wybrzeżu. Warto, by z czasem i inne polskie miasta równie skutecznie upomniały się o swoją architektoniczną spuściznę.

Inwestujemy w dobrą lokalizację. Na co zwrócić uwagę?

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co tak naprawdę oznacza określenie „dobra lokalizacja” w kontekście mieszkania nabywanego w celach inwestycyjnych?  Najprościej wspomnieć o atrakcyjnym położeniu względem miejsc, w których można przyjemnie spędzić wolny czas.  Pomyślmy jednak o problemie „dobrej lokalizacji” bardziej kompleksowo.

 

Coraz więcej osób skłania się ku zakupowi mieszkania bądź nieruchomości z myślą o czerpaniu długoterminowych korzyści finansowych z tytułu wynajmu. Aby sprostać wymaganiom zarówno osób kupujących mieszkanie dla siebie oraz prywatnym inwestorom, deweloperzy prześcigają się w pomysłach.

 

Tradycja w nowoczesnym wydaniu

Trend, który coraz częściej przebija się na rynku to projektowanie nowych inwestycji w taki sposób, aby korespondowały z tradycyjną zabudową okolicy. Przykładem kamienicy wpisującej się w ten nurt jest Oldnova –  kameralna inwestycja przy ulicy Panieńskiej w Gdańsku, łącząca historyczną część zabudowy ze współczesną architekturą. Pieczołowicie zaprojektowane wnętrze budynku nie tylko dostarcza niecodziennych doznań estetycznych, ale również pozwala poczuć unikatową atmosferę Śródmieścia. Jednocześnie apartamenty o elastycznym układzie i metrażu bardzo dobrze nadają się pod wynajem – biorąc pod uwagę cel, ich wyposażenie w balkon lub loggię stanowi dodatkowy atut. Dodatkowo recepcja budynku oferuje możliwość przechowania bagażu i pomoc turystom chcącym lepiej poznać Gdańsk.

Innym przykładem inwestycji celnie wpisującej się w formę dawnej zabudowy okolic gdańskiego nabrzeża Motławy jest Garden Gates. Zachowanie charakterystycznej pierzei w układzie ciągu kamieniec umożliwi naturalne wpisanie w obraz okolicy. Najistotniejszym elementem budynku będzie jednak jego wnętrze. Budynek zostanie wyposażony w stylowy hol wejściowy i efektownie urządzone części wspólne. Swoje miejsce znajdzie w nim również sześć stref rekreacyjnych, z których każda otrzyma inne wyposażenie, aby zapewnić mieszkańcom spokojny odpoczynek lub aktywnie zagospodarować ich wolny czas np. na siłowni plenerowej. Końcowego sznytu dodadzą smaczki architektoniczne i aranżacja zieleni wokół (również na tarasie na dachu budynku).

Ukończenie inwestycji przewidziane jest na II kwartał 2019 roku i wtedy do użytku oddane zostaną 252 nowe mieszkania.

Zielone serce miasta

Położenie inwestycji blisko morza jest niewątpliwym atutem. Jednak w przypadku gdy do najbliższego wybrzeża jest ponad 250 km, na znaczeniu zyskują inne cechy. Dynamicznie rozwijające się miasto może być jednym z nich, a Poznań bezsprzecznie do takich należy. To miasto, które ma wieloletnie doświadczenie w udanym łączeniu tradycyjnej zabudowy z nowoczesnymi centrami biznesu. Gąsiorowskich 4 to budynek zlokalizowany na poznańskim Łazarzu, w bliskiej odległości od historycznego centrum oraz w bezpośrednim sąsiedztwie biznesowego centrum miasta – Międzynarodowych Targów Poznańskich. Projektujący go architekci za cel postawili sobie stworzenie zielonej enklawy w centrum miasta, dlatego też inwestycja wzbogacona zostanie o zielone dachy i tarasy. Zieleni nie zabraknie także na dwóch dziedzińcach, przy których ulokowana zostanie zewnętrzna siłownia i plac zabaw dla dzieci. Swoje miejsce znajdą tu również miłośnicy rowerów, dla których zostaną przygotowane specjalne miejsca przeznaczone do przechowywania ich ukochanych „dwóch kółek”. Posiadacze większej liczby kółek będą mogli zaparkować je pod budynkiem w hali garażowej.

Każde mieszkanie w inwestycji będzie wyposażone w balkon, taras lub loggię (o powierzchni do 60 metrów kw.).

Kierunek Gdańsk! Miasto uznane za jeden z najlepszych kierunków na wakacje w Europie

10 lutego to znamienna data dla naszego kraju. Tego dnia w 1920 r. gen. Józef Haller dokonał symbolicznych zaślubin Polski z morzem. Dokładnie sześć lat później w 1926 r. Rada Ministrów wydała rozporządzenie nadające prawa miejskie Gdyni, niewielkiej wiosce rybackiej, która na wiele lat stała się miastem z najbardziej nowoczesnym portem w Europie. 10 lutego tego roku (2017), Gdańsk został jednym z trzech najbardziej atrakcyjnych miast Europy.

 

European Best Destinations to europejska organizacja turystyczna z siedzibą w Brukseli, która została powołana do promocji kultury i turystyki w Europie. Od ośmiu lat instytucja ta organizuje konkursy na najlepsze europejskie miasto jako kierunek podróży. Promuje najciekawsze turystycznie miasta Europy. Gdańsk tego roku zadebiutował i od razu (jako pierwszy w historii debiutant) stanął na podium. Zajęliśmy III miejsce wśród najbardziej atrakcyjnych turystycznie miast Europy, zaraz po Porto i Mediolanie.
Internetowy plebiscyt trwał trzy tygodnie. Na Gdańsk oddano prawie 47 tys. głosów. Prócz gdańszczan i innych mieszkańców naszego kraju liczne głosy na naszą kandydaturę oddali Niemcy, Norwedzy, Duńczycy, a także Portugalczycy, Hiszpanie i Japończycy.
Informacja o nominacji Gdańska w konkursie pojawiła się na ponad 100 stronach i profilach miejskich spółek, mediów, ogólnopolskich portali, instytucji kultury, hoteli, mediów społecznościowych. Dotychczasowe edycje głosowań pokazują, że zdobycie miejsca na podium przynosi wymierne korzyści. Ruch turystyczny w zwycięskich miastach wzrasta o ok. 15 %. Rośnie też liczba publikacji w mediach.

Zajęcie trzeciego miejsca w tym prestiżowym konkursie jednoznacznie wskazuje, że mieszkając w Gdańsku mieszkamy w centrum turystycznym Europy. Zaś zakup mieszkania w tym mieście możemy potraktować jako inwestycję w nieruchomość – obecnie jedną z najlepszych form lokaty kapitału na rynku.

Home staging – co to jest i jak może pomóc w sprzedaży mieszkania?

Mówi się, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Tę radę śmiało możemy przełożyć także na handel nieruchomościami. By przyciągnąć spojrzenia i zachęcić potencjalnych kupców, musimy włożyć nieco wysiłku w odpowiednią prezentację mieszkania. Z pomocą przychodzi home staging.

Home staging to usługa, w ramach której przeznaczone na sprzedaż mieszkanie lub dom jest starannie przygotowywane właśnie po to, by wywrzeć na chętnych jak najlepsze wrażenie. Skupia się na aranżacji wnętrz, podkreśleniu ich wizualnych atutów i profesjonalnej stylizacji, która nie tylko przyciągnie wzrok, ale przede wszystkim zwiększy szanse na udaną transakcję.
Badania przeprowadzone przez pionierów home stagingu już w latach 70. udowodniły, że przygotowanie odpowiedniego wyglądu mieszkania może nie tylko przyspieszyć sprzedaż, ale również podnieść wartość nieruchomości – od kilku do nawet kilkunastu procent. Podpowiadamy, o czym warto pamiętać, aby mieszkanie zrobiło na oglądających wrażeni.

Po pierwsze – światło
Jeśli chcemy, by mieszkanie efektownie prezentowało się na zdjęciach oraz podczas wizyt klientów, zacznijmy od światła. To za nim zawsze podąża wzrok – przydadzą się więc lampki, diody, kinkiety i… okna. Najcenniejsze jest w końcu wpadające do wnętrza naturalne światło, które sprawia, że przestrzeń wydaje się większa i bardziej przyjazna.
Przy odpowiednim ustawieniu źródeł światła możemy uczynić wnętrze bardziej przytulnym. Unikajmy jednak mocnego, górnego światła lub postarajmy się załagodzić jego efekt. Samotna wisząca lampa wywoła efekt pustki i, zamiast ukryć, podkreśli niedociągnięcia.

Po drugie – komfort
Specjaliści od home stagingu podkreślają, że mieszkanie po stylizacji powinno przypominać hotelowy apartament – sprawiać wrażenie, jakby nikt w nim nie mieszkał i kusić komfortem. Usuńmy więc wszelkie zbędne meble, rzeczy osobiste (np. wiszące na ścianach zdjęcia czy pamiątki) czy bibeloty. Ze stołów zdejmijmy obrusy, na kanapie ułóżmy poduszki, a łóżko w sypialni pościelmy z wojskową precyzją. W ten sposób nabywca łatwiej będzie mógł wyobrazić sobie ciepły kubek kawy na początek dnia, przyjemny popołudniowy relaks czy smaczny sen w miękkiej pościeli.

Przy odpowiedniej aranżacji nawet łazienka i kuchnia mogą nabrać przytulnego charakteru. W tej pierwszej powieśmy puchate ręczniki w stonowanych kolorach, lekko odsłońmy zasłonę od kabiny prysznicowej, a aranżację dopełnijmy aromatycznymi świeczkami lub egzotyczną rośliną. W kuchni przyda się miska z owocami, elegancka kraciasta ścierka nad zlewem i wyeksponowane drewniane łyżki czy przyrządy kuchenne.

Po trzecie – porządek
Najważniejszy element stylizacyjnej układanki zostawiliśmy na koniec. By mieszkanie prezentowało się efektownie, czeka nas gruntowne sprzątanie. Wszystko musi lśnić – od podłogi, przez drewniane meble, aż po lustra i krany.
Pochowajmy sprzęty kuchenne (np. mało zgrabną mikrofalówkę czy czajnik elektryczny), buty i ubrania oraz szczoteczki, gąbki i kosmetyki. W ten sposób zostawimy wyobraźni nabywcy więcej miejsca na jego własne rzeczy. Zostawmy jednak to, co wyróżnia nasze wnętrza spośród setek innych. Ciekawe, designerskie meble? Dywan z efektownym wzorem? Zielnik w kuchni? Na pewno pomogą sprzedać mieszkanie!

Home staging w cenie czynszu
Jeśli nie mamy czasu na tak dokładne przygotowanie wnętrz lub zwyczajnie nie ufamy własnym estetycznym decyzjom, możemy oczywiście skorzystać z usług profesjonalistów, którzy pomogą nam nawet na ostatnią chwilę. Cena home stagingu zwykle wynosi ok. 1000 zł.
To nieco mniej niż miesięczny czynsz, ale zastanówmy się: czy nie lepiej wydać pieniądze na stylizację mieszkania i jego szybszą sprzedaż, niż pozwolić, by stało puste jeszcze przez długie tygodnie?

 

*Autorką materiału jest Katarzyna Lasocka, która na co dzień współtworzy blog o nieruchomościach Morizon, a w wolnych chwilach chłonie wszystko, co związane z dobrym wzornictwem.

Statystyczny nabywca mieszkania

Statystyczny nabywca mieszkania w polskich warunkach ma około trzydziestki, zarabia kilka tysięcy złotych na rękę, dysponuje niewielkimi oszczędnościami i szuka lokum, które nie jest większe niż 69 m kw. w cenie około 5.700 zł za metr. Rzadko kiedy jest singlem – raczej ma już żonę (lub męża) i jedno dziecko. Jeśli jesteście w tej grupie, sprawdźcie, co zrobić, żeby nie utopić pieniędzy w wątpliwej jakości lokalu.


Na początek warto sprawdzić grubość swojego portfela – najczęściej to stan konta determinuje wybór lokalizacji, metrażu i ewentualnych dodatków. Im wyższą cenę jednostkową za metr kwadratowy możecie zapłacić, tym większe mieszkanie, atrakcyjniejsza lokalizacja lub ciekawsze benefity: osiedle zamknięte bądź monitorowane, ciekawa część rekreacyjna, siłownia czy dodatkowe miejsca postojowe. Warto wiedzieć, co obejmuje cena metra kwadratowego, dlatego należy pytać o takie kwestie za każdym razem.
Po podjęciu decyzji co do pułapu cenowego należy dodatkowo określić oczekiwaną powierzchnię mieszkania – oba te czynniki powinny ograniczyć liczbę dostępnych inwestycji do kilku, rzadziej – kilkunastu. Te miejsca warto już obejrzeć osobiście, nawet wykorzystując zaległy urlop. Pozwoli to odwiedzić każdą inwestycję, sprawdzić jej sąsiedztwo (co ważne: za dnia i w nocy), przejrzeć prospekt informacyjny i rozwiać wszelkie wątpliwości w rozmowie z inwestorem. Z wielu inwestycji można w ten sposób wyłonić kilka, z których wybierzemy swojego faworyta.
Na ostateczną decyzję składają się jeszcze inne czynniki: rozkład funkcjonalny mieszkania, jego dostępność, bezpieczeństwo czy ogólnie pojęty standard, związany także z architekturą, organizacją części wspólnych i rekreacyjnych oraz renomą dewelopera. Im większy inwestor, tym łatwiej – można po prostu odwiedzić zrealizowane przez niego budynki mieszkaniowe. My dajemy taką szansę w Warszawie, Krakowie i Poznaniu.

 

Grodzić czy nie grodzić?

Pytanie o grodzenie osiedli od lat elektryzuje. Wielu mieszkańców nowych osiedli jest za. Z kolei sąsiedzi czy miejscy aktywiści – przeciw. Jak pogodzić bezpieczeństwo z przyjaznym miastem? Wydaje się, że dobrym rozwiązaniem jest osiedle zamknięte, czyli z kontrolą dostępu dla mieszkańców i ich gości, a jednocześnie zintegrowane z miastem poprzez urządzone w lokalach na parterze od strony ulicy sklepy czy punkty usługowe.

gasiorowskich-01

Osiedla zamknięte rozumiane właśnie jako kontrola dostępu na teren wewnętrzny są wciąż bardzo popularne wśród osób poszukujących własnego M. To – wg nich – optymalne rozwiązanie, które z jednej strony zapewnia mieszkańcom intymność i poczucie bezpieczeństwa wewnątrz osiedla, a z drugiej pozwala integrować nowe budynki z miastem poprzez ogólnodostępne lokale usługowe na parterze od strony ulicy miejskiej.

Ostatnio ubywa chyba zwolenników osiedli, wokół których na przechodniów od strony ulicy czeka siatka ogrodzeniowa. Najkorzystniejszym rozwiązaniem, aby unikać takich sytuacji, jest jednak plan zagospodarowania przestrzennego, który powinien wskazywać zabudowę w stylu pierzejowym w granicy działki – wtedy nie ma mowy o ogrodzeniu od ulicy. Na parterze takiego budynku najlepiej sprawdzają się lokale usługowe. Ogrodzenie pojawia się jedynie od strony wewnętrznej.

Analizując dostępne rozwiązania można powiedzieć, że to, co wypracowane już wiele dziesiątków lat temu, sprawdza się najlepiej. Praktycznie każda kamienica ma swój wewnętrzny dziedziniec przeznaczony tylko dla mieszkańców; od ulicy zaś najczęściej zlokalizowane są ogólnodostępne sklepy, kawiarnie, punkty usługowe.

Tak też staramy się budować. Dla przykładu w taki sposób zaplanowaliśmy nasze najnowsze osiedle przy ul. Gąsiorowskich 4 w Poznaniu. Budynek wyróżniać będzie nie tylko umiejętne wkomponowanie w zabytkową architekturę Łazarza, ale także zielone dachy i tarasy, a także ozdobne trawy, cisy i bluszcze na dwóch dziedzińcach.

Podobnie budujemy „Żoliborz Krasińskiego” w Warszawie. Od ulicy osiedle zintegrowane jest z miastem – zapewniliśmy swobodny dostęp do lokali usługowych na parterze. Co więcej, wewnętrzny skwer Kultura również będzie dostępny przechodniom. Bezpieczeństwo zapewni monitoring i ochrona.

Rozwiązanie w opisywanym stylu zastosowane zostanie również w projekcie, który nazwaliśmy Oldnova. W Gdańsku powstanie prestiżowa i stylowa kamienica połączona ze współczesną architekturą. Wewnętrzny dziedziniec przeznaczony będzie dla mieszkańców. Od zewnątrz kamienica utworzy kwartał miejskiej zabudowy.

Kredyt mieszkaniowy u dewelopera? Korzyści jest sporo

Budimex Nieruchomości posiada własny zespół doradztwa kredytowego w każdym z miast, gdzie buduje osiedla mieszkaniowe. Z obsługi kredytowej za naszym pośrednictwem korzysta ponad 50% klientów, którzy finansują zakup mieszkania kredytem hipotecznym.

zoliborz-krasinskiego-lekkie

Kupując mieszkanie można odwiedzić bank, pośrednika bądź dział kredytowy dewelopera. Często się nam wydaje, iż bezpośrednio w banku będzie korzystniej. Jednak nie zawsze tak jest.
Obsługa procesu kredytowego to sporo pracy. Dlatego banki chętnie cedują pewne działania na deweloperów. Im bardziej solidny i zaufany partner, tym lepsze warunki otrzymuje od banku dla swoich klientów. Tak jest u nas – klienci mają możliwość uzyskania preferencyjnych warunków kredytowych, które są bardziej atrakcyjne od ogólnodostępnych na rynku usług kredytowych.
Dodatkowo proces uzyskania kredytu za naszym pośrednictwem jest uproszczony. Udzielamy pomocy w całym procesie finansowania, od weryfikacji zdolności kredytowej, przez kompletowanie dokumentów i wypełnianie wniosków kredytowych aż do podpisania umowy kredytowej z bankiem.
Najważniejsze jest jednak to, że znamy procedury bankowe, ale i same inwestycje, jak i proces deweloperski (czym nie mogą się pochwalić doradcy zewnętrzni). Tym samym to my wykazujemy aktywność i troskę. Klient sprawami kredytu nie musi zaprzątać sobie głowy. Prowadzimy go krok po kroku.
Dla przykładu, rata kredytu mieszkaniowego dla mieszkania 2-pokojowego w Warszawie (45,25 m kw.) wynosi 1.300 zł/m-c, dla mieszkania 3-pokojowego (54,92 m kw.) rata wyniesie 1.600 zł/m-c.
Dla porównania w przypadku zakupu mieszkania w Krakowie – rata kredytu będzie wynosić 930 zł/m-c dla mieszkania 2–pokojowego (45,54 m2) i 1.100 zł/m-c dla mieszkania 3-pokojowego (54 m kw.)